Małoszyce. Lęborscy radni przeprowadzili kontrolę w schronisku dla zwierząt.

Marcin Kapela
Marcin Kapela
Udostępnij:
Grupa radnych Rady Miejskiej w Lęborku oraz naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego przeprowadzili 10 maja zapowiedzianą kontrolę w schronisku dla zwierząt "Bajer" w Małoszycach.

Po dwóch latach (2020-2021), kiedy Lębork był związany umową ze Schroniskiem dla Bezdomnych Zwierząt OTOZ Animals w Dąbrówce nastąpiła zmiana. Od 1 stycznia to Schronisko dla psów "Bajer" w Małoszycach obsługuje teren miasta. Było jedynym, które stanęło do przetargu. Zostały zawarte trzy umowy na łączną kwotę ok. 14 tys. zł miesięcznie ryczałtem.

Po tym, jak do radnych dotarły głosy mieszkańców z zastrzeżeniami, we wtorek 10 maja samorządowcy udali się do Małoszyc.

- Kontrolę przeprowadzamy po sygnałach od kilku mieszkańców, choć nie było konkretnego sygnału, że stało się coś złego. Mieszkańcy mieli zastrzeżenia twierdząc, że tam wcale nie jest tak dobrze, że to miejsce źle im się kojarzy

- powiedział przed rozpoczęciem kontroli Marcin Grudziński, przewodniczący Komisji Polityki Społecznej w Radzie Miejskiej Lęborka.

Oprócz Grudzińskiego w kontroli uczestniczyli członkowie Komisji w osobach radnych Katarzyny Lipkowskiej, Jarosława Walaszkowskiego, Leszka Leciejewskiego, Artura Obolewskiego a także Agnieszka Kozłowska, Naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego.

Po terenie schroniska radnych oprowadziła właścicielka schroniska Tatiana Twardziak. W dniu kontroli na stanie były 33 psy (plus szczeniaki) i 12 kotów, nie licząc innych zwierząt.

- Chodzi o to, żeby jak najwięcej zwierząt wyprowadzić ze schroniska, żeby znalazły właścicieli, a nie tylko dokładać. Dajemy jeść, pić, szczepimy, sprzątamy, ale na tym się kończy. Chodzi o to, żeby zwierzęta nie rywalizowały ze sobą. Jak jest dużo zwierząt, to trudno znaleźć czas dla każdego z nich. Ludzie dzwonią czasami w porze wyprowadzania psów. Radzę, żeby odczekać chwilę, bo to nie zawsze musi być bezpański pies. Szczególnie, jak ktoś dzwoni sprzed sklepu, marketu, bo zazwyczaj właściciel jest w środku.

Oprowadzając radnych prowadząca schronisko podzieliła się doświadczeniami i historiami z działalności. Szczególnym sentymentem Tatiana Twardziak darzy starsze psy.

- Uwielbiam je. Młody, zdrowy poradzi sobie, znajdzie się ktoś chętny. Gorzej z tymi staruszkami, a mają tyle do pokazania i do powiedzenia. Na 10 przypadków może byłby jeden, że nie można się nim zaopiekować. A pozostałe, to ludzie potrafią powiedzieć, że za stary, niedowidzi, niedosłyszy, bo sika pod siebie, bo nie pilnuje. Niedawno to i mi popłynęły łzy. Jest taki pan w Lęborku, którego zna wiele osób. Ostatnio wziął od nas już trzeciego psa. Każdy z nich miał co najmniej 8-9 lat. Każdego z psów nazywa Grześ.

Opowiedziała o psie, którego właściciel w ubiegłym roku rzucił się pod pociąg.

- Pies przechodził z rąk do rąk. U ostatniego właściciela był pół roku. Ma teraz 12 lat. Ma swój świat, przez pierwsze dwa tygodnie to było „nie dotykaj”. Został oddany, bo coś wyszło w tym czasie i właściciel już go nie chciał. To po co brał, przygarnął, stał się nowym właścicielem a teraz oddaje? I wzięliśmy go do nas.

Odebrany w Lęborku pies miał pogruchotaną miednicę i uszkodzoną nogę.

- Lekarz składał ją trzy razy. Miednica zrosła się a łapka „żyje”. I tak został uratowany. Bardzo przyjazny pies. A już pytali nas, czy go uśpiliśmy. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jaka to jest trudna decyzja.

Właściciela znalazł młody pies, który pogryzł wcześniej troje ludzi.

- Mężczyźnie, który go wziął, od razu usiadł na kolanach, położył głowę i wylizał twarz, bo poczuł spokój.

Po dwóch latach właściciela znalazł pies przywieziony z Molczyc, który trafił do Małoszyc, jak miał niecały rok.

- Przez ponad pół roku mieszkał w lesie. Wyciągnąć z lasu pomógł nam jeden pan. U nas na początku „chodził” po ścianach. Nie można było go dotknąć, posprzątać u niego, bo tak bardzo zdziczał, może miał taki uraz do człowieka. Aż przyszedł moment, że Borynia okazał się wielkim, wspaniałym psiskiem i poszedł do ludzi, jak do swoich, ale to trwało ponad rok. Trzeba mieć dużo cierpliwości i dużo przy nim chodzić. Nic na siłę. Zwierzak potrzebuje też wyciszenia. Przede wszystkim, żeby nie bał się. Już lepiej, jak szczeka i warczy, niż jest wycofany.

- Mówię każdemu, kto przyjeżdża do nas, że przyjechał w dobrej wierze, choć ostatnio zwróciłam uwagę dwóm panom, którzy tupali nogą przed kojcami. „Sprawdzali”, czy psy są agresywne. Powiedziałam, że nie ma u nas takich.

Właścicielka pokazała kontrolującym specjalne, wykafelkowane pomieszczenia socjalne, jak pomieszczenie do wydawania psów czy izolatki dla zwierząt.

Opiekę medyczną nad psami sprawuje Gabinet Weterynaryjny A. T. Wierzbiccy z Lęborka. Zwierzęta są zaszczepiane przeciw wściekliźnie, mają zakładane czipy, są przeprowadzane kastracje i sterylizacje.

RADNI PYTAJĄ
Radny Marcin Grudziński był ciekaw, czy organizowane są dni otwarte w schronisku, na które są zapraszani wszyscy chętni.

- Od 33 lat tak mówię i zapraszam. Są godziny otwarcia schroniska i każdy w każdej chwili może przyjechać i zobaczyć. Ludzie mają swoje oczekiwania, ale psy mają swoje lata i przyzwyczajenia. Nie każdy pies będzie taki sam, jak się miało wcześniej. Trafi się czasami na podobnego. Pierwsze dni mogą być trudne, trzeba się poznać, obserwować. Czy będzie tolerować dzieci. Córkę wychowaliśmy na dobermanie. Zaczęła chodzić i pojawił się on. To była największa przyjaźń, miłość i uzależnienie.

Radna Katarzyna Lipkowska pytała, czy dużo psów jest usypianych?

- Nie, przez pół roku cztery psy. To jest ostateczność. Decyduje lekarz.

Radny Artur Obolewski zapytał, ile psów jest odbieranych przez właścicieli?

- To jest różnie, przeciętnie rocznie od 30 do 40. Nowych właścicieli znajduje około 50-60 procent. Schronisko to powinno być ostatnie miejsce dla zwierząt. Dzwonią ludzie, że oddadzą rasowego, wartościowego psa. Tak ludzie podchodzą czasami. Przecież od tego są strony z ogłoszeniami. Nie trzeba nawet ujawniać się.

Naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska w Urzędzie Miejskim w Lęborku Agnieszka Kozłowska wyjaśniła, że umowy ze schroniskiem dotyczą opieki nad zwierzętami, wyłapywania zwierząt, pogotowia weterynaryjnego w przypadku na przykład potrąconych zwierząt i usuwanie martwych zwierząt.

- Nie było skarg od mieszkańców na działalnie schroniska. Może to są jakieś zaszłości. Przyjeżdżamy na kontrole i nigdy nie zdarzyło się, żebyśmy zobaczyli coś niewłaściwego. Nigdy tak nie było, że odmówiono przyjęcia zwierzęcia. Są miesiące słabsze i są, gdzie jest więcej zwierząt, ale współpraca jest dobra.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Koniec tygodnia pod znakiem rekordowych temperatur

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie